Maamoul – arabskie ciasteczka z daktylami

Do tych ciastek mam szczególny sentyment… Był to pierwszy przysmak z arabskiej kuchni, który własnoręcznie zrobiłam. Choć tamten przepis różnił się od tego, który Wam prezentuję, wciąż pamiętam ich smak… Nie były idealne – na samej mące, bez dodatku semoliny, w dodatku za długo pieczone z lekko wysuszonym nadzieniem. Ale to nic. Zawsze będę je wspominać z łezką w oku, nostalgią. Jednak dość tej przeszłości – czas na teraźniejszość! Ten przepis na maamoul jest już dopracowany, jak dla mnie idealny (w sumie nie tylko dla mnie, dla wszystkich tych, którzy mieli okazję jeść te ciacha ;)). Zrobicie i przepadniecie… Gwarantuję ;).
Maamoul, choć są znane i jadane w całym arabskim świecie (zwłaszcza w Ramadanie), najpopularniejsze są w Libanie i Syrii. Oczywiście przepisów na te nadziewane maleństwa znajdziecie całe mnóstwo, które różnią się w zależności od danego regionu. Tradycyjnie nadziewa się je daktylami, pistacjami i orzechami. Można też stworzyć kombinację tych trzech nadzień i upchać ją w jedno ciasteczko. Powszechnie mówi się, że kształt maamoul zdradza, co znajduje się w środku. Idąc tym tokiem myślenia, moje ciasteczka powinny być okrągłe i płaskie – bo takie są zwykle z nadzieniem daktylowym ;). Ja się jednak tej zasady nie trzymam.
Tradycyjna foremka, której używa się do ich formowania, wykonana jest z drewna i nazywa się taabeh. Wyglądem przypomina mini-deskę do krojenia. Na środku wycięty jest okrągły lub owalny otwór, w którym wyżłobione są różne wzroki. Powiem szczerze, że ja ze względów higienicznych, wolę te nowocześniejsze wersje, wykonane z grubego plastiku (moje foremki zobaczycie na zdjęciu poniżej, niektóre przywiozłam z Maroka, inne zaś kupiłam w sklepie syryjskim w Austrii). Według mnie ta plastikowa jest również łatwiejsza w obsłudze (ciasteczko łatwiej z niej wyskakuje, wystarczy przed każdym użyciem lekko oprószyć ją mąką) i przede wszystkim na jednej umieszczone są różne wzory. Jeśli nie macie takiej foremki, możecie spokojnie użyć malutkich foremek do babeczek lub… plastikowej wyciskarki do cytrusów. Ciasteczko pięknie uformuje się w wewnętrznej stronie tej „piramidki”, która wyciska sok.


Sam przepis nie jest zbytnio skomplikowany, jednak wykonanie jest dość pracochłonne. Do składników, które dla części z Was mogą być nowe, zaliczyć można przyprawę mahlep (lub mahlab). To nic innego jak zmielone ziarna wiśni wonnej. Na Bliskim Wschodzie, gdzie jest bardzo popularna, używana jest przede wszystkim do wypieków, bo wyostrza ich smak. Nie należy przesadzać z jej ilością, bo smak mahlepu jest lekko gorzkawy. To coś między wiśniami a gorzkimi migdałami. Na pewno nie jest ona niezbędna do przygotowania maamoul, bo i bez niej wychodzą nieziemsko pyszne, jednak jeśli będzie mieli okazję nabyć choćby małą paczuszkę tej przyprawy, to polecam ją zakupić.
Druga sprawa to pasta daktylowa. Jeśli nie macie dostępu do gotowej pasty (polecam tunezyjską lub ze ZEA), możecie ją bez problemu przygotować samemu. Wystarczy wypestkowane daktyle gotować kilkanaście minut nad parą, a następnie rozgnieść na papkę widelcem lub po przestudzeniu palcami. Łatwizna, prawda?
Na koniec powrócę jeszcze na chwilkę do nadzienia. Niektórzy dodają do niego jeszcze przyprawy, takie jak kardamon, gałkę muszkatołową, cynamon oraz cukier. U mnie nadzienie to tylko pasta daktylowa i woda z kwiatu pomarańczy. Prosto i smacznie. Jak dla mnie daktyle są wystarczająco słodkie i same nie wymagają dodatkowego dosładzania. Poza tym, ja zawsze te ciasteczka oprószam lekko cukrem pudrem (choć legenda głosi, że cukier puder dozwolony jest tylko w wersji z orzechami… ;)).
Uważam, że są to jedne z najlepszych arabskich ciasteczek. Polecam bardzo, bardzo, bardzo!!!

Maamoul – przepis:

Składniki na około 70 sztuk (lub mniej, w zależności od wielkości foremki)* 
350 gr mąki pszennej
300 gr drobnej semoliny
1/2 łyżeczki proszku do piecznia
250 gr miękkiego masła
2/3 szklanki cukru pudru
100 ml wody z kwiatu pomarańczy
1/3 łyżeczki przyprawy mahlep (opcjonalnie)

Nadzienie:
450 gr pasty daktylowej
4 łyżki wody z kwiatu pomarańczy

*moja foremka jest szeroka na 4 cm i wysoka na 3cm

Mąkę, semolinę, proszek, cukier puder oraz mahlep wymieszać w misce. Następnie dodać miękkie masło, lekko wyrobić i wlać wodę z kwiatu pomarańczy. Wyrobić na gładkie ciasto, zawinąć w folię spożywczą i wsadzić do lodówki na około 30 minut.
W międzyczasie przygotować nadzienie. Do pasty wlać wodę kwiatową i dobrze wyrobić. Uformować 70 kuleczek (nieco większe od orzecha laskowego) lub mniej, z zależności od wielkości foremki.
Ze schłodzonego ciasta urywać niewielkie porcje (troszkę mniejsze niż  łupina orzecha włoskiego), spłaszczyć, na środek dać kulkę daktylową i uformować okrągłe ciasteczko.  Foremkę lekko oprószyć mąką, włożyć uformowane ciastko i porządnie ugnieść, by odcisnął się wzorek. Następnie stuknąć lekko foremką o blat (polecam na rancie blatu położyć ściereczkę) i wybić ciasteczko.


Uformowane ciasteczka ułożyć w niewielkich odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku, na funkcji góra-dół, około 15-18 minut. Gdy zarumienią się lekko od dołu, to znak, że już czas wyciągnąć je z piekarnika. Studzić na kratce. Można lekko oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!


Polecane posty:

Tagi , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie jestem robotem :)